Strony

piątek, 13 stycznia 2017

Łazienka z wanną

Ponieważ mam ewidentnie kryzys twórczy jeśli chodzi o szydełko, wezmę się za przedstawienie skutków remontu, który przetoczył się przez nasze mieszkanie blisko rok temu (rok?? Kiedy to minęło??). Dziś przedstawię Wam jedną z dwóch łazienek. 

Pierwotnie była ona mała klitką z wejściem z jednego z pokoi. Klitką mającą - podobnie jak pozostałe pomieszczenia - lata świetności zdecydowanie za sobą. Była mała, z brudną, odklejającą się tapetą na ścianach i odpadającymi kafelkami pod prysznicem. Te 12 czy 15 lat temu, gdy była robiona, na pewno prezentowała się dobrze, ale w momencie wprowadzenia się było dla nas jasne, że nawet poprzedni mieszkańcy raczej jej nie używali.





Plan był taki, żeby powiększyć ją kosztem pokoju. Zamiast małego prysznica miała się tam zmieścić wanna i dwie umywalki. Zaczęła się wielka rozpierducha :)






W miejscu po prysznicu jest teraz wejście do łazienki, a z boku stoi szafa









A tak się przedstawia aktualnie






To moje dzieło:) Z ładnych dziesięć lat temu wyszyłam te obrazki krzyżykami





Wybaczcie, że nie usunęłam zabawek dzieci, nie dopasowałam kolorystycznie ręczników, nie schowałam kubków ze szczoteczkami, nie zapaliłam świec i nie wiem co jeszcze powinnam zrobić ;)
W domu normalnie toczy się życie, w łazience też, a mój blog nie jest blogiem wnętrzarskim. Wnętrza pokazuję niejako przy okazji. Mogę więc chyba pozwolić sobie na brak profesjonalizmu, nie? (Choć widzę, że muszę w wolnej chwili zrobić jeszcze raz zdjęcia, ostrzejsze i je podmienić)

Mam parę drobnych zastrzeżeń do łazienki. Na pewno zrobiłabym cieńsze fugi niż są. Krzyżyki, które kupowałam wydawały mi się cienkie, a tu fuga wyszła panom grubsza niż myślałam. Nad wanną pojawi się kiedyś drugi plakat, Szukam idealnego o tematyce kąpielowej, pasującego do już wiszącego. Naklejki nad wanną są tymczasowe. W tym miejscu podczas wieczornego kąpania instaluję przewijak dla dziecięcia nr 4 i naklejki są dużą atrakcją :)

piątek, 6 stycznia 2017

Podsumowanie 2016

Fakt, że podsumowanie roku robię, gdy nowy rok trwa już tydzień, najlepiej świadczy o ilości czasu jakim dysponuję :) W ubiegłych latach takie wpisy robiłam zdecydowanie przed Sylwestrem.
Cóż - jeśli chodzi o robótki rok 2016 był bardo ubogi, nie wiem czy nie najuboższy od ładnych paru lat.





Stan taki jest wynikiem nie tylko mojej drugiej pasji, biegania, ale również dużej zmiany w życiu mojej rodziny - czyli pojawieniem się dziecięcia nr 4.
Swoje dołożył też remont z początku roku, z którego wygrzebujemy się właściwie cały czas (tak wiem, wiem - po pokazaniu jadalni obiecałam, że pokażę jeszcze inne metamorfozy poremontowe).

Jaki będzie ten rok jeśli chodzi o szydełko? Nie mam pojęcia :) Ale ponieważ długo bez dłubania nie jestem w stanie wytrzymać, na pewno coś na blogu będzie się pojawiać. Zapraszam:)

środa, 30 listopada 2016

Mitenki

Miałam swoje ukochane mitenki. Zrobiła mi je na drutach koleżanka. No i wzięłam i zgubiłam :( ( to w ogóle był pechowy tydzień, bo w tym samym okresie wypadła z wózka czapka dziecka nr 4 i na cito musiałam kupować nową)
Ponieważ łapki marzły, postanowiłam spróbować wydziergać coś na szydełku.

Na moje pierwsze dwie próby spuśćmy litościwie zasłonę milczenia ;)

Zaskoczyło dopiero za trzecim razem - gdy wygrzebałam dawno temu kupioną gazetkę traktującą o rękawiczkach szydełkowych.
Dziergałam szydełkiem tunezyjskim, moim ukochanym ściegiem zwanym plaster miodu. Nie bawiłam się w robienie na okrągło. Powiem szczerze, że średnio polubiłam pitolenie się z żyłką. Muszę jeszcze kiedyś spróbować z szydełkiem dwustronnym. Tym razem postanowiłam po prostu rękawiczki zszyć.
Chcialam,żeby mitenki miały klin na kciuk (tu pomocna była wspomniana już gazetka). Zaczęłam go wrabiać równo w połowie robótki - ale po zakończeniu okazało się, że szew nie biegnie idealnie z boku, tylko lekko z przodu rękawiczki.
Nie wyglądało to źle, ale w drugim egzemplarzu klin zaczęłam wrabiać wcześniej. Co prawda muszę się wtedy pilnować, żeby rękawiczkę założyć na dobrą rękę - bo przestały być dwustronne - ale za to szew mam tam gdzie chciałam: idealnie z boku. W tęczowej wersji zrobiłam też dłuższy ściągacz.
Proszę - oto moje dzieła :)

PS. Nie mam pojęcia co to za włóczka. Wyciągnięta z czeluści komody, kupiona dawno temu. Na pewno z domieszką wełny, jeśli nie wełna 100%


Wersja pierwsza




Wersja druga:







środa, 2 listopada 2016

I znów kocyk :)

Nie dla mnie. W prezencie dla koleżanki, która lada dzień zostanie mamą po raz trzeci.
Kocyk zaczęłam dziergać dawno temu, potem nastąpiła nieoczekiwana przerwa, bo sama poszłam rodzić;). Udało mi się jednak robótkę ukończyć w porę. Lada dzień zacznie służyć nowemu obywatelowi :)







wtorek, 25 października 2016

Sweterki

Dziękuję wszystkim za dobre słowo i gratulacje pod moim poprzednim wpisem. Przepraszam, że nie odpowiem każdemu z osobna - ale tak jakby cierpię na niedoczas potworny. Wiadomo czemu: winna jest pewna mała panienka :))

A skoro o panience - to dziś pokażę moje dziergadełka dla Matyldy. Szydełkowałam te sweterki w ciąży. Bez żadnego wzoru, bez doświadczenia, dlatego sweterki mają parę niedoskonałości. Dało się je jednak nosić. Piszę to w czasie przeszłym, gdyż Matyldziątko było uprzejme już z nich wyrosnąć :) Do sesji foto na modelce załapał się tylko jeden z nich.

Sweterek miał mieć jeszcze troczki. Ale się nie doczekał :)

Tu z kolej nie zebrałam się, żeby doszyć guziki...

Jedyny kompletny wyrób :)


sobota, 8 października 2016

Mały kocyk

Naobiecywałam, że pokażę moje następne dziergasie i...zamilkłam.
Co dzień obiecywałam sobie, że już jutro na pewno zrobię zdjęcia i wrzucę na bloga. A czas mijał.
Tym razem się udało. Będą zdjęcia - i od razu z małym bonusem pod postacią użytkowniczki.
Jednym słowem 21 września pojawiła się na świecie pewna mała dziewczynka. I na razie dzięki niej mój niedoczas zwiększył się potwornie :)
Na zdjęciach poniżej kocyk. Niewielki - ot, w sam raz dla noworodka, żeby opatulić w wózku czy w leżaczku.
Chevron od dawna łaził mi po głowie. Pomimo licznych schematów dostępnych w sieci, wcale nie tak łatwo było mi wyszydełkować coś co mnie zadowoliło. Ale w końcu udało się:)




niedziela, 7 sierpnia 2016

Poduchy

I znów zupełnie nie wiem kiedy minął miesiąc od ostatniego wpisu :) Niemoc związana z szydełkiem minęła i bez przerwy coś dłubię - głównie poduszki. Pewnie dlatego, że dość łatwo coś fajnego wymyślić i dość szybko widać efekt. Co prawda na razie wyprodukowałam same przody - ale mam zamiar zebrać się i zebrać je "do kupy". Popełniłam też moje pierwsze w życiu niemowlęce sweterki - ale są bez guziczków, więc na razie nie pokazuję. Jest też jedna chusta czekająca na moje zmiłowanie - czyli obcięcie nitek i zblokowanie.
Na razie pokażę poduszki, które już chyba przewijały się na blogu, ale właśnie w charakterze samych przodów. Tym razem ukończone. Tył dostały z bawełnianego materiału. Jedna zapinana na potwornie krzywo wszyty suwak (lubię myśleć, że to przez moją kiepską maszynę do szycia, a nie po prostu przez to, że jestem noga w szyciu :)), drugiej udziwniłam plecy, dorabiając taki szydełkowy panel.
O to one:






Ta poducha dłuuugo czekała na dokończenie. Nie jestem pewna czy nie dwa lata








Przymknijcie litościwie oczy na ten krzywy ścieg :)








Poduszka poniżej została wydziergana z resztek włóczek - stąd tyle kolorów kwiatków.





A tu widać tył poduszki "africanflowersowej"




środa, 6 lipca 2016

Jadalnia

Tym razem nie będzie szydełkowo. Tym razem uchylę rąbka poremontowego wyglądu mojego domu.
Jak już wspominałam luty i marzec minął mi pod znakiem totalnego remontu całego mieszkania. Zostało zmienione właściwie wszystko. Jedyne co się ostało w stanie sprzed remontu - to kuchnia. Przyczyna dość prozaiczna: po prostu brak kasy :)

Dziś pokażę jadalnię. Pokazywałam ją już na blogu - bo i przed remontem usiłowałam nadać jej mój, nasz, naszej rodziny styl.
W trakcie remontu była nieco przesuwana jedna ściana jadalniana. Przy tej okazji zabrudzeniu uległa chabrowa ściana i trzeba było ją odmalować. Pozostałam przy palecie blue - ale poszłam w inny odcień.


ściana w trakcie przemalowywania


Zmieniło się również oświetlenie nad stołem.


Lampy w trakcie montowania

gotowe oświetlenie
Nie miałam nic do starej lampy. Szczególnie wieczorem lubiłam jej kojącą czerwień ślicznie kontrastującą z chabrową ścianą.
Niestety, jedna lampa nad ten stół to było za mało - co szczególnie było widać, gdy ten został rozłożony na większą ilość osób. Drugiego klosza w tym kolorze nie zdołałam już kupić - to po pierwsze. A po drugie dwie takie lampy z kolej byłyby za duże, niestety.
Przy wymianie padło na proste, czarne metalowe klosze. Wspomnienie czerwieni nad stołem było silne - bo właściwie o wyborze takich a nie innych lamp zadecydował  czerwony sznur :))

Nowy odcień niebieskiego bardzo mi się podoba - ale podobnie jak poprzednio, ściana wydawała mi się za pusta.Miałam parę koncepcji co tam powiesić i jak to ma wyglądać. W końcu stwierdziłam, że dosyć dumania i przystąpiłam do działania.
Wszystkie ramki miałam już na stanie. Część to stare obrazki, część to ramki odziedziczone po poprzednich właścicielach. Są tu i ręcznie wykonane prace (jedna moja, ta z kotem), jest fragment tapety oraz dwa kawałki tkaniny kupionej za grosze w osiedlowym ciuchlandzie.
Sam wybór co ma zawisnąć, w jakiej konfiguracji nie był łatwy i z dobre dwa dni wszelkiej maści ramki, ramy, rameczki, obrazki i materiały walały się po podłodze, wkurzając niemiłosiernie mojego męża;). W sumie wcale mu się nie dziwię, bo wejście do kuchni było mocno utrudnione przez zastawioną podłogę.
Ale w końcu jest. Ściana już nie jest taka goła :)





A na koniec krótka dokumentacja foto: wszystkie twarze jadalni (włącznie z wersją poprzednich mieszkańców)




Niby tematem tego wpisu jest jadalnia - ale wrzucę też jedno zdjęcie kuchni. Kuchnia została bez zmian od ostatniego pokazywania - ale przy okazji remontu pozbyłam się nawisów z halogenami, które kojarzyły mi się mocno z latami 90.

Tak było. Tu widzę jeszcze wersja z niepomalowanymi fugami - ale głownie chodzi mi o pokazanie tej wiszącej dechy nad głową, która spędzała mi sen z powiek niemalże ;)

I tu wersja bez halogenów. Moim zdaniem kuchnia nabrała lekkości. Kiedyś na pewno ją zmienimy - ale na razie będziemy żyć z taką :)




środa, 22 czerwca 2016

Kocyk - tym razem dla mnie :)


Rozkładając na podłodze kolejny wyszydełkowany kwadrat i stwierdzając, że dalej planowany kocyk wychodzi za mały, zastanwiałam się co u licha mnie podkusiło, żeby bawić się w ten wzór ;)

Wzór został przeze mnie opracowany drogą prób i błędów. Po zszyciu wszystkiego i tak stwierdziłam, że mogłam te kwadraty wydziergać jednak ciut inaczej.
Wymyśliłam sobie african flowers. Ale te jak wiadomo są standardowo wpisane w sześciokąt. A ja chciałam kwadraty. Więc dumałam, dziergałam, prułam, dziergałam kolejny raz podglądając różne zdjęcia w sieci, znów prułam :) Wreszcie chyba za trzecim razem uzyskałam kwadrat, który mnie usatysfakcjonował (po zszyciu wszystkich części doszłam jednak do wniosku, że mogłabym wydziergać je ciut inaczej, bo kwadraty mają lekką tendencję do uwypuklania się).

A potem układałam kolejne elementy na podłodze, krzycząc z lekka na dzieci, żeby mi uważały i mojej misternej układanki nie popsuły



W końcu jednak udało się. Jest. I czeka na wyklucie się użytkowniczki. Mam nadzieję, że użytkowniczka nie zmieni płci, bo na kocyku pojawił się róż :)






Cierpliwości wystarczyło mi na wydzierganie rozmiaru 82x103. Włóczka to Baby Cotton firmy Gazzal (60% bawełna, 40% akryl), szydełko nr 3.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...